Menu

Wyzwania nowoczesnego świata

Idee i zdarzenia ze świata, ginące w zalewie informacji.

Co dalej z Afryką?

rafal.kinowski

Zagrożenia rynku pracy - spowodowane automatyzacją - są od jakiegoś czasu pod lupą badaczy oraz doradców biznesowych. Naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego szacowali w 2013, że zniknie blisko połowa miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych. Z kolei OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) była bardziej optymistyczna. Według ich danych zagrożenie ma dotyczyć tylko 10% posad. W podobnym tonie wypowiadali się analitycy firmy konsultingowej McKinsey w 2015 roku czy PwC w 2016. Nawet ustępujący prezydent Stanów Zjednoczonych, Barack Obama, w przeddzień odejścia z Białego Domu pochylił się nad przyszłością rynku pracy, ostrzegając przed znikaniem stanowisk z powodu rozwoju maszyn i sztucznej inteligencji. Zresztą temat nie dotyczy tylko Stanów Zjednoczonych czy krajów rozwiniętych. Nawet największa fabryka świata – Chiny – zaczyna oddawać coraz więcej miejsc pracy automatom.

Zjawisko automatyzacji ma zatem charakter globalny i nie dotyczy tylko państw najbogatszych. Najlepszym przykładem jest analiza Brahima Coulibaly’a, szefa Africa Growth Initiative, zamieszczona na łamach Brookings Institution, dotycząca krajów afrykańskich.

Powszechnie uważało się, że Czarny Ląd – dzięki obfitości taniej siły roboczej – przejmie po krajach azjatyckich pałeczkę fabryki świata, gdy koszty produkcji w Chinach, Wietnamie czy Indiach osiągną poziom zbliżony do krajów Zachodu. Przez jakiś czas można było podejrzewać, że właśnie taki będzie scenariusz na przyszłość, szczególnie gdy Chiny zaczęły przenosić część zakładów pracy do krajów afrykańskich.

Konkurencyjność kosztowa był od lat katalizatorem industrializacji. Przez lata obserwowaliśmy podobne trendy na Zachodzie, potem w Japonii i Korei. Teraz szybką ścieżką industrializacji podążają Chiny, w których obecny poziom płac robotników w fabrykach uniemożliwia skuteczną rywalizację na globalnym rynku. Od dłuższego już czasu chińskie zakłady produkcyjne zmieniają lokalizację. Najpierw wybierano sąsiednie: Wietnam, Laos czy Bangladesz. Jednak poszukiwania krajów o niskich kosztach pracy zaprowadziły w końcu chińskich przedsiębiorców do Afryki.

I wszystko potoczyłoby się zgodne z góry zakładanym scenariuszem, gdyby nie automatyzacja. Coraz wyższa pracochłonność produkcji przestaje być problemem, gdy człowieka zastępuje maszyna.

W jakimś sensie państwa afrykańskie, których słabe uprzemysłowienie wynika z wielu czynników: niekorzystnych warunków inwestycyjnych, słabej infrastruktury czy chaotycznej polityki przemysłowej, znalazły się w pułapce. Przy nagłym wzroście popytu na roboty przemysłowe w Chinach, nawet gwałtowne reformy strukturalne na Czarnym Lądzie mogą nie zapewnić upragnionych miejsc pracy. Maszyny są coraz tańsze i wydajniejsze. I mimo, iż kraje uprzemysłowione stracą zapewne jeszcze sporo miejsc pracy w produkcji z powodu ich outsouricingu do tańszych lokalizacji, to widać też wyraźnie, że wiele z nich ma zamiar okopać się na obecnych pozycjach. Automatyzacja, która dla licznych państw – także dla Chin – staje się priorytetem, ma uchronić przed presją rosnących kosztów pracy oraz zapobiec niekorzystnym czynnikom demograficznym, jak starzenie się społeczeństwa.

Co ważne – jakkolwiek nie byłoby to krzywdzące dla tak zróżnicowanego obszaru jak Afryka – przemysł skupia obecnie jedynie 10% siły roboczej kontynentu. Jest to odsetek przypominający do złudzenia kraje Zachodnie. Jednak to tylko pozory. Zbieżność liczb jest o tyle przypadkowa, że kraje rozwinięte mają za sobą erę industrializacji, a państwa Czarnego Lądu (jako całości) jeszcze nie. Większość populacji wciąż żyje z rolnictwa, a nie stanowisk pracy w usługach.

Obecne trendy demograficzne, społeczne i gospodarcze Afryki, mogą prowadzić do poważnego kryzysu. Czarny Ląd jest kontynentem ze znaczną przewagą ludzi młodych i już teraz zmaga się z problemem strukturalnego bezrobocia. Może w perspektywie globalnej liczba 11 milionów osób wchodzących corocznie na rynek pracy, nie robi wrażenia, problem polega na tym, że według wszystkich perspektyw ta rzesza będzie się powiększać, podczas gdy w innych częściach świata – zmniejszać. Wspomniany już Coulibaly uważa, że kwestia sfrustrowanej, bezrobotnej młodzieży, to już nie jest tylko problem lokalny, konkretnych rządów państw afrykańskich, ale sprawa globalna. Już teraz afrykańskie miasta nie są w stanie poradzić sobie z migracją z terenów rolniczych osób, które poszukują lepszych warunków do życia. Rosną dzielnice slumsów. Brak perspektyw będzie skutkował wzrostem ekstremizmu lub, w najlepszym razie, nielegalną emigracją na Zachód.

Według analityka Brookings Institution kraje afrykańskie mają małe szanse na rozwiązanie problemów, przed którymi stoją, samotnie albo nawet we własnym gronie. Kwestie globalne wymagają międzynarodowej interwencji. Postulaty o wspieraniu Czarnego Lądu w jego staraniach w wyjściu z trzeciego świata są nośne, choć warto postawić zasadne pytanie czy w dobie automatyzacji takie działanie ma jakikolwiek sens. Nawet jeśli bogaty świat opodatkuje roboty – za radą Billa Gates’a, nastąpi spowolnienie w drodze do dominacji miejsc pracy, ale trendu nie da się już zatrzymać. Trudno sobie wyobrazić szerokie poparcie dla wysiłków w tworzeniu miejsc pracy w Afryce, w sytuacji gdy będzie brakowało zajęć w krajach rozwiniętych. Z drugiej strony globalizacja powoduje, że świat staje się naczyniem połączonym. Jeden niedorozwinięty region, z dużą ilością sfrustrowanych mieszkańców, będzie zagrożeniem dla zbiorowego bezpieczeństwa. Nie od wszystkich problemów można się oddzielić wysokim murem.

© Wyzwania nowoczesnego świata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci