Menu

Wyzwania nowoczesnego świata

Idee i zdarzenia ze świata, ginące w zalewie informacji.

Tako rzecze Bill: opodatkujmy automaty

rafal.kinowski

Wielokrotnie pisałem, że obecny rozwój technologiczny – automatyzacja i robotyzacja – prowadzą do eliminacji niżej płatnych miejsc pracy. Raport oksfordzki z 2013 roku, czy zeszłoroczna analiza doradców Białego Domu, kładą nacisk na spodziewaną redukcję etatów, które wymagają niskich kwalifikacji i rutynowej, powtarzalnej pracy.

Wysokiej klasy specjaliści czują się zwolnieni z obaw o swoje miejsca pracy. Nawet spektakularne osiągnięcia IBM’owskiego Watsona, który pomaga w diagnostyce medycznej, testach leków czy pracy kancelarii prawniczych, nie czują zagrożenia. Wszyscy mają poczucie własnej wyjątkowości. Panuje przekonanie, że maszyna zawsze będzie potrzebowała eksperta od: kreatywności czy empatii, zdolnego do podjęcia osądu moralnego.

Richard i Daniel Susskind, na łamach Harvard Business Review, próbują popsuć dobre samopoczucie „niezastępowalnym” specjalistom i ekspertom. Według ich badań za kilkanaście lat nie będzie miejsca dla wysoko płatnych stanowisk profesjonalistów. Zostaną one zastąpione na rzecz nowej klasy fachowców. Pracowników o mniejszej wiedzy eksperckiej, wspieranych przez skuteczniejsze maszyny. Co więcej – być może niepostrzeżenie dla nas – duża część zmian dzieje się już teraz.

Susskindowie podają kilka przykładów, w których automatyzacja już wygrywa z tradycyjnymi specjalistami. Amerykańscy podatnicy dużo częściej korzystają z programów rozliczających ich roczne zeznania podatkowe, niż z porad ekspertów. Platforma rozstrzygania sporów serwisu aukcyjnego eBay, rozwiązuje corocznie więcej nieporozumień na linii kupujący – sprzedawca, niż ilość wszystkich zgłoszonych pozwów sądowych całego aparatu sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych.

Oczywiście powyższe przykłady są jedynie zapowiedzią zmian, a nie przełomem. Widać jednak wyraźnie, że użytkownicy ufają rozwiązaniom, które nie wymagają kontaktu z wiedzą specjalistyczną. Proste programy są w stanie ułatwić skomplikowane i pracochłonne procedury, które – w normalnych warunkach – zajmowały by czas i podnosiły koszty. Zamiast budować złożoną aplikację, która miałaby być lekiem na wszystkie bolączki, wyłącza się najbardziej popularne czynności i poddaje je automatyzacji. Wiedza profesjonalna, która była niegdyś domeną niewielu staje się dostępna za darmo – lub za małą opłatą – w internecie.

Oczywiście całościowe rozwiązania, które miałyby zastąpić wiedzę ekspercką nie powstaną jeszcze długo. Jednak sam pomysł, aby rozbić pracę ekspercką na części składowe, a następnie te powtarzalne zautomatyzować, jest realne i wykonalne. Działanie rutynowe, oparte na powtarzalnych procedurach jest wprost idealne dla maszyny. Wiedza eksperta, która dotychczas wydawała się niezbędna do zapewnienia usług na najwyższym poziomie, może być zastąpiona w wyniku robotyzacji. Wystarczy, że nie będzie wymagała kreatywności i empatii.

Chociaż z drugiej strony nawet oba wymienione przed chwilą czynniki są obiektem zainteresowania specjalistów od budowy sztucznej inteligencji. Zanim jednak uda się naukowcom osiągnąć tak wysoki poziom samoświadomości u maszyn, wystarczy ich moc obliczeniowa, zdolność analizy wielopoziomowej czy gromadzenia i przetwarzania olbrzymich ilości danych, aby pozostawić człowieka, z jego wiedzą i umiejętnościami daleko w tyle. Specjaliści mogą się zarzekać, że wszystko jest wytworem ich inteligencji, ale jak bardzo już dziś są zależni od wyniku pracy komputerów, aby móc podjąć konkretną decyzję. A nawet ona – w dużej ilości przypadków – może okazać się gorsza, niż wskazanie maszyny oparte na statystyce. Do tego akurat nie trzeba „myślącej” i „czującej” maszyny.

Bardzo się cieszę, że liczne moje artykuły dotarły do najwyższych czynników. W zeszły weekend o automatyzacji wypowiedział się sam Bill Gates. Zwraca on uwagę na wyjątkowo interesujący element, który już teraz budzi olbrzymią kontrowersję – opodatkowanie maszyn. Wielu moich adwersarzy, zżyma się, że fiskalizacja automatów jest nielogiczna i przeciwskuteczna. Będzie jedynie hamowała rozwój gospodarczy państw, które się zdecydują na podobne rozwiązanie. Może to i racja, ale maszyny to kapitał, dlaczego więc go nie opodatkować? Państwo żyje z dochodów podatkowych, wszyscy na tym korzystamy. Przez lata skala udziału podatków od firm malała – na przykład w Polsce, w latach 2007-15, mieliśmy 51% wzrostu PKB, ale udział podatku CIT spadł w tym czasie o 30%.

Skoro maszyny mają zastąpić człowieka w wykonywaniu pracy w jaki sposób – zachowując obecne reguły gry – utrzymać dochody budżetowe? Opodatkowanie bezrobotnych konsumentów nie wchodzi raczej w grę. Może jednak warto zacząć się zastanawiać nad nowymi rozwiązaniami. Tym bardziej, że kapitał nadal jest opodatkowany na dużo łagodniejszych warunkach, niż osoby prywatne.

Drugim interesującym wątkiem, który wychodzi przy okazji automatyzacji, jest przyszłość rynku pracy. Keynes - wiek temu - wieszczył nam 15-to godzinny tydzień pracy. Jeśli maszyny zabiorą dużą część obecnych stanowisk, pozbawieni zajęcia będą musieli coś z sobą począć. Futurolodzy przewidują powrót do pracy rzemieślniczej, artystycznej czy dorywczej, która nie podda się procesowi automatyzacji. Skoro jednak czeka nas tak świetlana przyszłość, czemu już dziś nie powstają te „przyszłe” zawody. Jeśli gdzieś tam są te bardziej odpowiadające naszym naturalnym zdolnościom zajęcia, czemu siedzimy po 8-10 godzin w robocie, tracąc godziny na dojazdy?

Czy możemy być absolutnie pewni, że gwałtowna automatyzacja stworzy nagle – w krótkim czasie - odpowiednią dla nas wszystkich ilość satysfakcjonujących miejsc pracy?

Na skraju jutra: automatyzacja i sztuczna inteligencja

rafal.kinowski

Nadchodzi bezprecedensowa fala likwidacji miejsc pracy. Jest to ważniejszy problem ekonomiczny i społeczny naszych czasów. Globalna gospodarka rozwija się w kierunku ograniczenia dostępu do rynku pracy osobom o niższym poziomie wykształcenia. To niesłychanie trudne zjawisko. W ciągu dekady może się okazać, że większość niżej płatnych zawodów przestanie istnieć.

Odchodząc ze swojego stanowiska, prezydent Barack Obama zdążył opublikować - w grudniu zeszłego roku - raport, dotyczący automatyzacji i rozwoju sztucznej inteligencji. Analiza, wymieniając zalety, jakie rozwój technologiczny zapewni amerykańskiej gospodarce i społeczeństwu, kładzie silny nacisk na potencjalne zagrożenia, które mogą zakłócić warunki życia milionów obywateli Stanów Zjednoczonych.

Autorzy publikacji zwracają uwagę, że obecnie - co kwartał - 6% miejsc pracy znika, z powodu zamykania się przedsiębiorstw, a jedynie niewielką część z nich jest odtwarzana. Biorąc pod uwagę obecną szybkość postępu technologicznego naukowcy sugerują, że w ciągu dekady zagrożona może być niemal połowa obecnych miejsc pracy. Autorzy badania wskazują, że największe obawy dotyczą grupy gorzej wykształconych pracowników o niskich kwalifikacjach, którzy już teraz mają niskopłatne posady. Według raportu Białego Domu około 83% zawodów ze stawką godzinową poniżej 20 dolarów jest zagrożona przez automatyzację. 44% osób z wykształceniem średnim i niższym może mieć problem z utrzymaniem swojego stanowiska pracy.

Stany Zjednoczone mają obecnie względnie niski udział pracujących w ogólnej liczbie obywateli zdolnych do prac zarobkowych, jak na swoją historię. Odsetek zatrudnionych Amerykanów oscyluje wokół 63%, jest to wynik podobny jak 35 lat temu. Dla porównania ten sam wskaźnik dla Polski, Niemiec i Wielkiej Brytanii wynosi odpowiednio: 56,1%; 60,5% i 78,3%. Autorzy raportu wskazują, że rośnie liczba osób pozostająca poza rynkiem pracy, która nie jest ujęta w statystykach jako bezrobotni. Stany Zjednoczone chwalą się, że stopa bezrobocia wynosi jedynie 4,8%. Tymczasem ilość obywateli bez pracy – tych, którzy chcą, nie mogą, nie muszą lub nie są zainteresowani pracą – sięga już 95 milionów.

Osobnym przykładem, który porusza raport Białego Domu, ale dobrze oddaje istotę czekających wyzwań - są samochody autonomiczne. Szybki rozwój technologiczny na tym polu będzie skutkował dużą zmianą zatrudnienia. Analitycy pochylili się nad każdą kategorią kierowców – od taksówkarzy, kierowców samochodów dostawczych, na ciężarówkach i autobusach kończąc – w sumie z obecnej liczby ponad 3,7 miliona miejsc pracy pozostanie, według ich kalkulacji, od 700 tysięcy do 1,5 miliona.

Według raportu daleko idąca zmiana w strukturze zatrudnienia może mieć dalekosiężne wpływy na kondycję społeczną. Powszechnym marzeniem futurologów była przyszłość, w której człowiek – wyręczony w pracy przez inteligentne maszyny – będzie miał więcej czasu na wypoczynek i pielęgnowanie hobby. Z drugiej strony brak możliwości zarobkowania wiąże się z wyższymi wskaźnikami uzależnień, przemocy w rodzinie czy depresji. Pytanie do jakiego stopnia i która z dwóch powyższych wizji będzie się spełniać. Autorzy publikacji wierzą, że mądra polityka dostosowawcza przygotuje obecnie zatrudnionych na współpracę z automatami i uchroni dużą cześć miejsc pracy.

Zalecenia autorów raportu, dla działań administracji, idą w kilku kierunkach.
Po pierwsze – odpowiedzialny rozwój sztucznej inteligencji. Pogoń za przekuciem każdego odkrycia w sukces finansowy, może prowadzić do zaniechania kosztownego procesu badań i rozwoju. Mimo, że jest to krótkowzroczna strategia, wiele spółek – szczególnie startupów – nie ma dalekosiężnych planów rozwojowych. Liczą one na szybkie zainteresowanie potentatów sektora, aby dać się sprzedać. Rozwój SI powinien stymulować wzrost miejsc pracy w obszarze nauk technicznych. Raport podkreśla potrzebę walki z uprzedzeniami wobec kobiet, aby – między innymi - nie pogłębiać nierówności zarobków pomiędzy płciami.

Po drugie – edukacja. Zakłada się, że zawody przyszłości będą polegały na obsłudze i współpracy z maszynami. Autorzy zwracają uwagę, że rodzi się potrzeba nie tylko ukierunkowania obecnej edukacji (wszystkich szczebli) na kontakt z nowoczesnymi technologiami, ale też na zdobywanie przez uczniów (studentów) potrzeby poszukiwania i poszerzania wiedzy na własną rękę i użytek. Ponieważ wyzwania przyszłości – prawdopodobnie – będą wymagać zmiany zawodu w trakcie kariery, wysuwany jest postulat inwestycji w jednostki edukacyjne, nastawione na kształcenie dorosłych, w celu przebranżowienia i zyskania nowych umiejętności.

Po trzecie – zabezpieczenie socjalne. Wraz ze wzrostem niepewności, co do przyszłości zatrudnienia i – ewentualnych – dużych zmian na rynku pracy, istotną rolę będzie odgrywać wsparcie dla osób, tracących i szukających zajęcia. Prawdopodobnie duża część zatrudnionych będzie przechodzić przez kilkumiesięczne okresy bezrobocia. Powinni wówczas – wraz z rodzinami – podlegać opiece socjalnej. Zalecenia autorów idą w kierunku ubezpieczenia od braku pracy, jednak nie jest żadną tajemnicą, że testowana jest koncepcja dochodu podstawowego, choćby roczny projekt Y Combinatora w Oakland (dla tysiąca woluntariuszy).

Zdaję sobie sprawę, że dyskutowanie o zagrożeniu miejsc pracy przez automatyzację i sztuczną inteligencję w Polsce – krainie taniej siły roboczej – jest jak wołanie na puszczy. Przedsiębiorcy, goniący za zmniejszaniem kosztów, nie są zainteresowani rozwijaniem kapitałochłonnych technologii. Tym bardziej, że na miejsce rodaków - niezadowolonych z oferty płacy, którzy wyemigrowali do Wielkiej Brytanii - pojawili się mniej roszczeniowi Ukraińcy. Jak tak dalej pójdzie, przetrzymamy dłużej niż dekadę, nie zmieniając absolutnie niczego w modelach biznesowych. Podobną aktywność przejawiają rządzący, kusząc zagranicznych inwestorów zwolnieniami z podatków i tanią siłą roboczą. Zagadnienia takie jak: płaca godziwa, sprawiedliwa, czy – nawet boję się napisać to słowo – satysfakcjonująca, nie przebijają się do dyskursu głównego nurtu.

W krajach bardziej narażonych na falę automatyzacji, i związaną z nią – potencjalną – zmianą na rynku pracy, w poszukiwanie rozwiązań są zaangażowani politycy, administracja, przedsiębiorcy i naukowcy. Wszyscy zdają sobie sprawę, że sztuczna inteligencja jest nadzieją i motorem gospodarki przyszłości. Problemem jest jej odpowiedzialne wykorzystanie, aby nie zrujnować systemu ekonomicznego i nie pozbawić milionów ludzi miejsc pracy. Stephen Hawking – genialny fizyk – twierdził, na łamach Guardiana, że „znajdujemy się najbardziej niebezpiecznym momencie rozwoju ludzkości”, a sztuczna inteligencja może prowadzić do zniszczenia obecnych ram społecznych. Tym bardziej warto wzmóc wysiłki, aby niewątpliwe korzyści z automatyzacji były udziałem całego społeczeństwa – a nie tylko wąskiej grupy właścicieli kapitału.

Ludzie, do cholery, bądźmy dla siebie mili!

rafal.kinowski

Życzliwość ma znaczenie. Właśnie teraz - nie tylko tu, w Polsce, ale w całym, pogubionym, zachodnim świecie. Wrażenie niesprawiedliwości, brak nadziei czy pewności siebie, to symptomy, nasilające się pod wpływem wydarzeń zewnętrznych – zarówno politycznych, jak i gospodarczych. Wzrost nierówności społecznych, brak poczucia bezpieczeństwa, zagrożenie miejsc pracy – z powodu automatyzacji, ale też napływu imigrantów czy frustracja z powodu wrażenia, że sprawy idą w złą stronę, nie tylko powodują radykalną chęć zmiany i dawanie posłuchu liderom, którzy znają łatwe rozwiązania skomplikowanych zagadnień.

Nienawiść prowadzi do wymiernego wzrostu przestępczości przeciwko obcym – FBI notuje kilkuprocentowy wzrost wykroczeń wobec muzułmanów. Fala frustracji odbija się też na podejściu do kobiet i przedstawicieli mniejszości. Znieczulica społeczna wobec otwartych przejawów wrogości działa jak „efekt domina”. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że przemoc - nie tylko fizyczna, ale przede wszystkim werbalna czy psychiczna - rozprzestrzeniania się jak wirus.

Na szczęście naukowcy zauważyli też inną prawidłowość dotyczącą ludzkich zachowań, która może być prawdziwym antidotum na otaczające nas zwątpienie i apatię – dobroć okazywana innym ludziom. Dwoje profesorów, Sigal Barsade i Olivia O’Neill, zauważyli ciekawą anomalię w trzech, wydawałoby się odległych od siebie, środowiskach: strażaków, pracowników domów długotrwałej opieki (ale także pacjentów) oraz firmy komunalnej. W pewnym momencie wszyscy wspomniani wyżej ludzie, bez żadnej wyraźnej przyczyny – brak wzrostu pensji, premii czy warunków zatrudnienia (zależnych od pracodawcy), zaczęli zgłaszać wzrost satysfakcji z wykonywanej pracy. Zmniejszała się absencja, rosło zaangażowanie i odpowiedzialność za pełnione funkcje, malał stres, związany z wykonywanymi czynnościami oraz poziom konfliktów wynoszonych z pracy do domów.

W wyniku badań profesorów Barsade i O’Neill, okazało się, że wyjątkowym zmienny czynnikiem jest „wyrażanie troski i sympatii, wobec współpracowników, chroniąc jednocześnie nawzajem swoje odczucia, szczególnie gdy sprawy idą w złym kierunku”. Co ważne, istotną rolę w procesie przypisuje się menadżerom, którzy „aktywnie powinni zachęcać do tworzenia i wzmacniania bliskich stosunków między zatrudnionymi”. Wirus „życzliwości” nie wymaga kontaktu fizycznego i nie przenosi się drogą kropelkową. Wystarczy odpowiedni wyraz twarzy, gestykulacja, język ciała czy postawa. Jako ludzie jesteśmy zdolni do odbierania sygnałów od innych jednostek. Emocjonalnego dopasowania do dzielenia radości czy współczucia. Empatia pozwala nam na oddawanie otrzymanych impulsów, jak: uśmiech, miłe słowo czy nawet poklepanie po ramieniu.

Dobroć ma znaczenie w miejscu pracy. Jest to może tak samo ważne odkrycie, jak odnalezienie przez Google’a – w ramach projektu Arystoteles - sekretnego spoiwa najlepszych zespołów: empatii i komunikacji uczuć. Życzliwość jest przeciwwagą dla małostkowości, tak często przesiąkającej nie tylko firmowe społeczności. Zła wola czy złośliwość niszczy tkankę grupy i rozbija ją, budując atmosferę wrogości. Nawet jedna osoba, jest w stanie przenieść złe nastroje pomiędzy grupami. Odwrócenie trendu nie jest łatwe i wymaga czasu, ale tak samo wymaga tylko jednej osoby i nieustępliwości. Z biegiem czasu może dojść do zmian organizacyjnych, które obserwowali autorzy badania. Być może tą osobą – od której wszystko się zacznie - będziesz ty?

Lee Kravetz na łamach Quartza widzi szansę na przełamanie wrogości – nie tylko na poziomie organizacji, ale nawet narodowym. Być może jest to zbytnie uproszczenie. Nie wszystkie lęki i obawy są bezpodstawne. Byciem miłym nie ograniczy zagrożenia utraty pracy, ani rosnących nierówności, ale nawet tak traumatyczne przeżycie jak zwolnienie może być złagodzone przez życzliwość najbliższego otoczenia. Zmiana nastawienia jest konieczna. Kravetz ostrzega, że dobre intencje, którym towarzyszą złe emocje nie przezwyciężą nieufności i wrogości, a jedynie je wzmocnią. Zamknięcie się w świecie swoich żelaznych przekonań, uniemożliwi zrozumienie innego człowieka. Zmieniając nasz sposób odbierania uczuć innych ludzi, przełamiemy rutynę traktowania siebie nawzajem.

Życzliwości!

Koncentracja nierówności

rafal.kinowski

Kapitalizm ma jedną niezaprzeczalną zaletę, wynagradza za ciężką pracę. A przynajmniej takie niósł ze sobą przesłanie. Hasło „przypływ podnosi wszystkie łódki”, spopularyzowane w 1963 roku przez prezydenta Johna F. Kennedy’ego, zagrzewa zwolenników wolnego rynku do większego wysiłku na drodze do obiecanych profitów.

Wciąż żyją jeszcze ludzie – choć są już w podeszłym wieku, którzy pamiętają czasy, gdy właściciele w równym stopniu dzielili się z pracownikami owocami wypracowanego zysku. Wraz z przestawieniem kapitalizmu na ścieżkę neoliberalną, udziałowcy zawęzili grupę beneficjentów do własnego grona.

Badacze z Narodowego Biura Analiz Ekonomicznych (National Bureau of Economics Research – NBER) już w 2013 roku zauważyli, że pomimo, iż stabilność udziałów siły roboczej w dochodzie narodowym jest podstawą zachodnich modeli ekonomicznych, to poczynając od lat 80-tych XX wieku - wkład pracowników jest coraz mniejszy. Oczywiście gospodarki notowały wzrost gospodarczy, ale odbywał się on na zasadzie zastępowania pracy ludzi, kapitałowymi inwestycjami w rozwój technologiczny. Innymi słowy: maszyny lepiej i taniej wykonywały pracę ludzi, którzy stali się zbędni. Proces dehumanizacji produkcji i usług niesie ze sobą ciekawe implikacje na przyszłość, zarówno dla dynamiki rozwoju gospodarczego, jak i dla kondycji społeczeństw.

Najnowsze badanie ekonomistów z MIT, Harvarda i Uniwersytetu w Zurichu rzuca więcej światła na organizację rynku pracy w najbliższych latach. Naukowcy zwracają uwagę na rosnącą koncentrację branżową, przy spadającym udziale zatrudnienia. Niemal w każdym sektorze gospodarki można zauważyć zjawisko, polegające na skupianiu coraz większej ilości udziałów w rynku przez spółki o największym zaawansowaniu technologicznym. Najwięksi branżowi gracze znacząco powiększyli swoje „kawałki rynkowego tortu” w ciągu blisko czterech dekad. Nie wytworzyły się wprawdzie monopole – o to dba administracja państwowa, ale wszystko się betonuje w wygodnych oligopolach. Ważna jest jedna zasada: zwycięzca bierze (niemal) wszystko.

Co istotne, dzięki wspomnianym przewagom technologicznym, najwięksi gracze w branżach nie muszą zatrudniać wielu pracowników, aby generować przychody i zyski. Oczywiście – jak to można ładnie ująć – istnienie korelacji, nie musi oznaczać przyczynowości, Jednak zadziwiającym zbiegiem okoliczności, akurat te branże, które podlegają największej koncentracji, pozbywają się pracowników.

Skoro pracownicy korzystają w coraz mniejszym stopniu z owoców wzrostu gospodarczego, ktoś musiał przejąć ich udział. Oczywiście są to właściciele kapitału. Tak więc koncentracja branżowa, prowadzi do koncentracji zysków. Nie ma lepszej recepty na powiększanie nierówności, niż dalsze podążanie tą drogą.

Autorzy publikacji trzech uniwersytetów zauważyli, że wraz ze wzrostem gospodarczym rośnie wydajność pracowników. Rzeczywiście, skoro największe firmy w sektorze - na przykład: technologicznym - mają coraz więcej przychodów ze sprzedaży, przy jednoczesnym   utrzymywaniu zatrudnienia na podobnym poziomie, oznacza to wzrost produktywności jednostki. Wniosek to ciekawy, ale niewiele wnoszący. Po pierwsze, trzeba byłoby zbadać jak wiele pracy przypada na maszyny. Wraz z robotyzacją, część zadań ludzi przejmują automaty. Wyniki zatrudnionych zależą od ilości i wydajności maszyn.

Po drugie, produktywność jest bardzo podstępną miarą. Dzieli ona wielkość sprzedanej produkcji na jednostkę czasu pracy. Czyli Polak montujący w Polsce jeden rower dziennie, sprzedawany później na rynku za 100 złotych, ma pięciokrotne mniejszą produktywność od rodaka, który składa podobny rower w podobnym tempie w Wielkiej Brytanii, przy cenie jednoślada 100 funtów za sztukę.

Roboty i automaty będą zastępować ludzi w miejscach pracy. Jest to zjawisko nieuchronne. Nie ma sensu rywalizować z maszynami w czynnościach, w których są one lepsze. Prawda jest jednak taka, że najlepsze nawet automaty nie będą kupowały swoich własnych produktów. Gdzieś jest limit wzrostu gospodarczego opartego na automatyzacji. Przychody ze sprzedaży muszą zacząć spadać w momencie, gdy konsumentów nie będzie stać na zakupy. Oczywiście bogaci mogą produkować dla bogatych, ale nie potrzeba wówczas masowych usług i produkcji.

Reforma podatkowa w USA: prezesi kontra zwykli ludzie

rafal.kinowski

Nie jest żadną tajemnicą, że Republikanie uwielbiają ciąć podatki. Teraz gdy mają większość w Kongresie i przychylność Białego Domu, prace mogą ruszyć pełną parą. I z pewnością tak się stanie. To właśnie obniżka podatku dla przedsiębiorstw była drugim najważniejszym – po ograniczeniu Obamacare – punktem programu wyborczego.

Najważniejszą częścią nowego planu, jest sprowadzenie ponad 2,5 biliona dolarów, jakie amerykańskie korporacje trzymają na zagranicznych rachunkach, bojąc się, że obecny podatek korporacyjny – w wysokości 35% – mocno je uszczupli. Do tej pory rząd był nieustępliwy. Jednak teraz po zmianie warty, pytanie brzmi raczej: kiedy i jak, a nie czy. Komentatorzy polityczni i gospodarczy sądzą, że korporacje oddadzą jakąś – mniejszą – część zgromadzonych oszczędności, którą administracja przeznaczy na zwiększenie rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Skąd to podejrzenie?

Historia zna już podobne przypadki. W 2004 roku Kongres uchwalił wakacje podatkowe na zgromadzone na zagranicznych kontach aktywa spółek, za symboliczne 5% wartości. Intencje były dobre, ale jak to z nimi bywa, najlepiej nadają się piekielny bruk. Korporacje, które skorzystały z ulgi, nie tylko nie stworzyły nowych miejsc pracy, ale zaczęły likwidować istniejące. Cięcia w inwestycjach dotknęły działy badań i rozwój. Firmy wykorzystały zastrzyk gotówki do skupienia swoich akcji z rynku i wypłacenie zarządom sowitych premii.

Oczywiście ustawodawcy Anno Domini 2004 zastrzegli, że pieniędzy z ulgi nie można przeznaczyć na wykup akcji i wynagrodzenia dyrektorów zarządzających. Zapisać można wszystko, papier jest cierpliwy, pieniądz zaś - pantha rhei – płynny. Trudno za nim nadążyć gdy już raz wpuści się go w obieg.

Czy historii zatoczy swoje koło i znów administracja federalna zostanie wystrychnięta na dudka? Prawdopodobnie tak. Z badań przeprowadzonych przez analityków Brooking Institute wynika, że prezesi chętnie wykorzystaliby dodatkowe środki na przejęcia, zakupy konkurentów i konsolidację rynku. Jedno jest pewne, w ten sposób nie powstanie żadne nowe miejsce pracy.

Wydaje się nawet, że niektóre ze spółek S&P 500 zaczęły już przygotowywać się na nowe prawo podatkowe. Firma inwestycyjna Black Rock twierdzi, że niektóre korporacje powoli skupują swoje akcje, przeznaczając na ten cel środki, przekraczające poziom zysku operacyjnego. Z perspektywy długoterminowej, jest to działanie wybitnie nieopłacalne. Chyba, że gra się pod coś o czym rynek jeszcze nie wie. Po sprowadzeniu funduszy z zagranicy, korporacje będą mogły przeznaczyć na uzupełnienie powstałej luki.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nowy Kongres popełni stare błędy i uchwali ulgi bez sankcji dla tych , którzy wykorzystają pieniądze niezgodnie z założeniami administracji. Będziemy mieli kolejne zwyżki na giełdzie, co przełoży się na premie dla prezesów i akcjonariuszy. Stracą głównie zwolennicy prezydenta. I to podwójnie. Raz, że odbierze im się złudzenie, że zmiana jest możliwa. Dwa, kolejne miejsca pracy.

Nie sposób zbudować bardziej efektywnej gospodarki bez inwestycji w infrastrukturę oraz umiejętności pracowników. Oba czynniki się ze sobą nierozerwalnie związane. Same fabryki czy ich wyposażenie, nie zapewnią stałego wzrostu gospodarczego. Podobnie jak najlepiej wyszkolony pracownik bez szans na znalezienie zatrudnienia.

© Wyzwania nowoczesnego świata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci